Kochani!
Czasami zastanawiam się nad tym, jak bardzo nasze życie budują nie tylko decyzje, które podjęliśmy, ale też te, których nigdy nie podjęliśmy. Każdy z nas chyba choć raz pomyślał: „A co by było gdyby?” Co by było, gdybyśmy wybrali inną miłość? Innego człowieka? Inną drogę?
Właśnie dlatego od dłuższego czasu wracam myślami do Barbary Niechcic i Józefa Toliboskiego. Do tej niespełnionej historii, która przez całe życie Barbary pozostawała bardziej marzeniem niż rzeczywistością. Zastanawiam się często, co naprawdę wydarzyłoby się, gdyby Barbara dostała to, o czym marzyła. Gdyby poślubiła swoją miłość, Gdyby jej życie potoczyło się inaczej.
Czy naprawdę byłaby szczęśliwsza?
Barbara kochała bardziej wyobrażenie niż człowieka
Bardzo często idealizujemy ludzi, których tak naprawdę nigdy dobrze nie poznaliśmy. Szczególnie tych, którzy pojawili się w naszym życiu na chwilę, zostawiając po sobie silne emocje. Jak już wcześniej wspominałam. Józef był dla Barbary symbolem romantyzmu, młodości i emocjonalnego uniesienia. Nenufary stały się dla niej wspomnieniem świata, którego nigdy nie dostała. Problem polega jednak na tym, że wspomnienia są bezpieczne – nie trzeba konfrontować ich z codziennością.
Czy Toliboski byłby dobrym mężem?
Tutaj zaczynają się moje najciekawsze przypuszczenia.
Wszystko wskazuje na to, że Józef Toliboski był typem człowieka żyjącego chwilą. Człowieka, który kocha emocje, zachwyt i podziw, ale niekoniecznie odpowiedzialność.
Możliwe, że jako mąż szybko znudziłby się codziennością, potrzebowałby ciągłych bodźców, nowych emocji i wrażeń. Tacy ludzie często świetnie odnajdują się we flirtach, romantycznych początkach i wielkich gestach, ale dużo gorzej radzą sobie z monotonią życia.
Być może Barbara po kilku latach odkryłaby, że Toliboski wcale nie jest stabilnym partnerem.
Możliwy scenariusz – lekkoduch i życie ponad stan
Patrząc na jego charakter, można przypuszczać, że byłby człowiekiem dość lekkodusznym finansowo. Mężczyzną lubiącym wygodne życie, towarzystwo i pewien luksus. Być może żyłby ponad stan, podejmował nierozsądne decyzje albo unikał odpowiedzialności za trudniejsze sprawy.
Barbara, która sama była emocjonalnie niestabilna i skłonna do melancholii, mogłaby przy takim człowieku czuć jeszcze większy lęk i chaos. Ich relacja mogłaby być pełna emocji, ale pozbawiona poczucia bezpieczeństwa.
A może byłby kobieciarzem?
To również bardzo możliwe. Toliboski miał w sobie urok typowego uwodziciela – człowieka, który lubi być podziwiany i adorowany. Takie osoby często potrzebują ciągłego potwierdzania własnej atrakcyjności.
Psychologicznie można przypuszczać, że po latach małżeństwa mężczyzna nadal szukałby emocji poza związkiem. Flirty, fascynacje innymi kobietami czy potrzeba ciągłego bycia zauważanym mogłyby stać się częścią jego życia.
I wtedy Barbara, która idealizowała go przez lata – mogłaby bardzo boleśnie zderzyć się z rzeczywistością.
Bo człowiek, którego kochamy jako marzenie, nie zawsze wytrzymuje próbę codzienności.
Może Barbara cierpiałaby jeszcze bardziej?
To chyba najbardziej tragiczne przypuszczenie.
Barbara przez całe życie uważała, że ominęło ją wielkie uczucie. Uważała, że gdyby była z Toliboskim, byłaby bardziej szczęśliwa. Psychologia relacji pokazuje, że bardzo często tęsknimy nie za prawdziwym człowiekiem, lecz za emocją, którą w nas wywoływał.
Możliwe więc, że życie z nim byłoby piękne tylko na początku. Później pojawiłoby się rozczarowanie, niestabilność, brak odpowiedzialności albo zdrady.
Być może wtedy Barbara zaczęłaby tęsknić… za spokojem.
Bogumił dawał to, czego Toliboski prawdopodobnie nie umiał dać
To niezwykle symboliczne, że Barbara przez większość życia tęskniła za romantycznym snem, nie dostrzegając do końca wartości człowieka, który naprawdę przy niej trwał.
Toliboski był fascynacją. Bogumił był życiem.
A życie bardzo rzadko przypomina romantyczne wyobrażenia.
Pamiętajcie, niespełniona miłość nigdy się nie starzeje. Nigdy nie musi mierzyć się z rachunkami, zmęczeniem, chorobą czy codziennością. Pozostaje pięknym wspomnieniem, które nasza psychika z czasem jeszcze bardziej upiększa.
Barbara przez całe życie nosiła w sobie obraz Toliboskiego z nenufarami. Być może właśnie dlatego ten obraz był tak piękny, bo nigdy nie zdążył stać się zwyczajny. Właśnie na tym polega największy dramat tej historii.


