Kochani!
W pierwszym wpisie opowiadałam Wam o tym, czego nauczyło mnie moje małżeństwo i jak bardzo z czasem zmienia się patrzenie na relację, miłość oraz drugiego człowieka. Dziś chciałabym podzielić się z Wami czymś jeszcze. Czymś, co obserwuję nie tylko wokół siebie, ale również w samej sobie. Myślę, że chyba każdy z nas choć raz złapał się na tym, że codzienność zaczęła przysłaniać sens bycia razem.
Rutyna potrafi odebrać nam uważność na drugiego człowieka
Praca. Obowiązki. Zmęczenie. Problemy. Niewyspanie się. Ciągłe myślenie o tym, co trzeba zrobić jutro, za tydzień, za miesiąc.
W pewnym momencie zaczynamy funkcjonować bardziej „obok” drugiej osoby niż naprawdę z nią.
Zapominamy, że nikt nie jest nam dany raz na zawsze, a relacja nie kończy się na „zdobyciu” drugiego człowieka. Prawdziwą sztuką nie jest rozkochać kogoś w sobie. Sztuką jest trwać razem mimo trudów życia.
Największe kłótnie często zaczynają się od rzeczy absurdalnie małych
Sądzę, że wszyscy znamy sytuacje, kiedy człowiek wraca zmęczony, sfrustrowany albo zwyczajnie ma gorszy dzień… i nagle wybucha kłótnia o coś kompletnie banalnego.
Niepościelone łóżko.
Kubek zostawiony na blacie.
Nieodpisana wiadomość.
Ton głosu.
Jedno zdanie wypowiedziane w złym momencie.
Nagle drobiazg staje się ogromnym problemem.
Z perspektywy psychologii to bardzo ciekawe. Często tak naprawdę nie kłócimy się o samą sytuację. Kłócimy się o zmęczenie, niewypowiedziane emocje, frustrację i przeciążenie, które zbierało się w nas od dawna.
A druga osoba staje się po prostu najbliższym „ujściem” dla tych emocji.
Czasem warto zatrzymać się przed kolejnym słowem
Widzę to również po sobie. Oczywiście, że czasem chcę zwrócić uwagę. Czasem coś mnie irytuje. Czasem mam ochotę odpowiedzieć impulsywnie.
Jednak coraz częściej zatrzymuję się na chwilę i zadaję sobie jedno pytanie:
„Czy ta wymiana zdań naprawdę ma sens?”
Prawda jest taka, że bardzo często nie chodzi już o rozwiązanie problemu. Chodzi o potrzebę wyrzucenia emocji, postawienia na swoim albo udowodnienia racji.
Tylko co później?
Kilka niepotrzebnych słów potrafi zostawić w relacji dużo większy ślad niż sama sytuacja, od której wszystko się zaczęło.
Nie warto poświęcać więzi dla chwilowych emocji
Wraz z upływem czasu, coraz mocniej rozumiem, że więź między dwojgiem ludzi jest czymś bardzo delikatnym. Buduje się ją latami, a osłabia często małymi rzeczami powtarzanymi każdego dnia.
Czasem tak bardzo skupiamy się na tym, kto ma rację, że przestajemy zauważać, że powoli oddalamy się od osoby, którą kochamy. Przecież po latach nikt nie będzie pamiętać, kto miał rację o niepościelone łóżko.
Pamiętamy za to atmosferę domu. Słowa. Bliskość albo jej brak.
Największą dojrzałością jest umiejętność odpuszczania
Ogromną oznaką dojrzałości nie jest wygrywanie każdej dyskusji. Jest nią umiejętność zatrzymania emocji i spojrzenia szerzej. Zastanowienia się:
Czy naprawdę warto?
Czy ta sytuacja będzie miała znaczenie za tydzień, miesiąc albo rok?
Czy warto poświęcać spokój, więź i bliskość dla kilku minut emocjonalnej przewagi?
Bardzo często odpowiedź brzmi: nie.
Relacje umierają po cichu
Najsmutniejsze jest to, że wiele relacji nie rozpada się nagle. One umierają powoli. Od drobnych pretensji. Od ciągłego zmęczenia sobą. Od małych złośliwości i niepotrzebnych wymian zdań.
A później ludzie patrzą na siebie i nie pamiętają już, kiedy ostatni raz naprawdę byli dla siebie dobrzy.
Dlatego tak ważne jest, żeby czasem zatrzymać się w środku zwykłego dnia i przypomnieć sobie, po co właściwie jesteśmy razem.
Dziś wiem jedno – nie każda emocja wymaga reakcji. Nie każda irytacja musi zamieniać się w konflikt. i nie każda sytuacja jest warta tego, żeby niszczyć nią atmosferę relacji.
Nie zapominajmy, że kiedyś może zabraknąć czasu, aby się pogodzić.

