Blog z Życia Wzięty!

„Noce i dnie” odchodzą razem z ludźmi, którzy tworzyli ich duszę

Kochani!

Są takie historie, które nie kończą się wraz z ostatnią stroną książki ani ostatnią sceną filmu. Są opowieści, które zostają z nami na całe życie, dojrzewają razem z nami, zmieniają znaczenie wraz z naszym wiekiem i doświadczeniami. Dla mnie właśnie takie były i zawsze będą „Noce i dnie”. To nie była tylko ekranizacja ani literacka klasyka. To był świat emocji, tęsknot, przemijania i prawdziwego człowieczeństwa. Dziś jednak coraz mocniej czuję, że ten świat cichnie…

Odchodzą bohaterowie naszego wewnętrznego świata

Barbara i Bogumił są już po tamtej stronie. Odeszła Emilka. Odszedł Tomaszek. A wczoraj dołączyła do nich również Agnieszka – niezapomniana Stanisława Celińska.

I choć wiemy, że życie jest przemijaniem, że czas dotyczy każdego z nas, to mimo wszystko trudno oswoić się z myślą, że na naszych oczach odchodzi pokolenie artystów, którzy tworzyli coś więcej niż role. Oni tworzyli emocje. Tworzyli wspomnienia. Tworzyli część naszego życia.

Mam wrażenie, jakby wraz z każdym takim odejściem zamykały się kolejne drzwi do świata pełnego wrażliwości, subtelności i prawdziwych uczuć.

„Noce i dnie” – historia, która dojrzewa razem z człowiekiem

Są filmy, które ogląda się raz. Są książki, o których szybko się zapomina. Są też takie opowieści, które wracają do nas po latach i za każdym razem dotykają inaczej.

„Noce i dnie” były dla mnie właśnie taką historią. Historią o miłości, która nie zawsze była łatwa. O tęsknocie za czymś niespełnionym. O codzienności, która czasem boli bardziej niż wielkie dramaty. O przemijaniu, którego nie da się zatrzymać.

Im jestem starsza, tym bardziej rozumiem Barbarę. Tym mocniej dostrzegam samotność Bogumiła. Tym wyraźniej widzę, jak bardzo życie składa się z małych chwil, które mijają bezpowrotnie.

Najbardziej boli świadomość przemijania

Kiedy odchodzą wielcy artyści, nie tracimy wyłącznie aktorów. Tracimy kawałek epoki. Kawałek własnej młodości. Fragment wspomnień związanych z domem, rodziną, spokojniejszym światem.

To dlatego takie wiadomości wywołują w nas smutek trudny do opisania. Bo nagle uświadamiamy sobie, że czas płynie nieubłaganie, wszystko się zmienia. Że ludzie, którzy wydawali się wieczni, również odchodzą.

A wraz z nimi odchodzi pewien rodzaj wrażliwości, elegancji i głębi, których dziś coraz bardziej brakuje.

Artyści odchodzą, ale emocje zostają na zawsze

Mimo smutku czuję jednak ogromną wdzięczność. Za każdą scenę. Za każde słowo. Za emocje, które zostawili nam ci niezwykli ludzie.

Bo prawdziwi artyści nigdy nie odchodzą całkowicie. Zostają w naszych wspomnieniach, w muzyce, filmach, książkach i w tych wszystkich momentach, gdy nagle wracamy myślami do dawnych lat.

Może właśnie na tym polega nieśmiertelność sztuki – że potrafi ocalić emocje nawet wtedy, gdy człowieka już nie ma.

Trudno oprzeć się wrażeniu, że jesteśmy świadkami końca pewnej epoki. Epoki ludzi z klasą, talentem i niezwykłą wrażliwością. Pokolenia, które nie potrzebowało skandali ani krzyku, by poruszać serca milionów. Może właśnie dlatego te odejścia bolą tak bardzo. Przypominają nam nie tylko o przemijaniu artystów, ale również o przemijaniu nas samych.

Share on facebook
Facebook
Share on twitter
Twitter
Share on linkedin
LinkedIn
Share on pinterest
Pinterest
O AUTORCE bloga​
Adrianna Katarzyna Kacińska-Skitek
Nazywam się Adrianna Kacińska-Skitek – jestem niepełnosprawną kobietą zwariowaną na punkcie języka polskiego. Interesuje mnie psychologia kliniczna i ogólny rozwój psychiczny człowieka. Ukończyłam kursy z tych dziedzin. W 2020 i 2021 roku wydałam cztery książki.
KATEGORIE
MOJE FILMY
Reklama
PODĄŻAJ ZA MNĄ